czwartek, 19 stycznia 2017

FURĄ NA FURMANIEC...


Furmaniec to niewielkie wzgórze na Pogórzu Ciężkowickim, wznoszące się na północ od Tuchowa. Odległości w kadrach może i nie są spore (jak na obserwacje Tatr), ale nasza wielka granitoidowa piła ładnie komponuje się z położonym na linii strzału Tuchowem, gdzie wyraźną dominantą w krajobrazie jest bryła klasztoru Redemptorystów. Na miejsce trafiłem przypadkowo i nieco późno, ale co nieco udało się złapać. Punkt obserwacyjny jest łatwo dostępny z wygodnym dojazdem dla zmotoryzowanych prawie pod sam krzyż. Gdzie koło cmentarza wojennego nr 163 można wygodnie rozstawić statyw na ziemi nabitej sporą ilością kul z Mosinów i Mannlicherów...

Furmaniec to pagórek z krzyżem w lewej części kadru. W dole właśnie przejechał sobie TLK do Nowego Sącza.

A to już ogólny pogląd na południe.



Oraz to samo chwilę później i nieco szerzej.

Rejon Doliny Białej Wody. Solidne wcięcie to Dolina Roztoki z Doliną Pięciu Stawów Polskich.
Tatr ciąg dalszy...












Oraz najdalszy strzal na dziś. Kamienistą nieco przykryło drzewo. Za to uchwyciło się
światełko z górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu.






Miejscówka: Furmaniec 313 m n.p.m. (49.90941 N 21.06916  E)
Data polowania: 13.12.2016
Najdalszy strzał: Kamienista - 117 km.
Oręż fotograficzny:  Pentax K-50 + Soligor 400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm

sobota, 7 stycznia 2017

ZERKAJĄC POPRZEZ PANONIĘ


To już chyba tradycja ze strony natury, że w okolice sylwestra zsyła niezłą widoczność nad Europę Środkową. To też tradycja, że w okolicy sylwestra siedzę w robocie, ale tym razem tylko do 19 w Limanowej, przez co zdążę obrócić na wschód słońca w Tatry. Wypad trochę "na śpiocha", ale wykonalny. W Sączu dołącza Aśka z Tarnowa, ćpam dużą ilość kawy i jedziemy...

Na Vabcu krótki postój by popatrzeć na to i owo. Pod Łomnicą widać jak ratraki pracują na poranny sztruks...

Po drodze, w Niżnych Rużbachach ląduje nam kilka petard przed maską i o północy w Spišskiej Beli zatrzymujemy się na chwilę na czas "przejścia frontu" by pooglądać główną kanonadę przygotowania artyleryjskiego. Koło renesansowej dzwonnicy didżej odpala muzę ze swojego wana. Nie ukrywam zaskoczenia, bo pierwszą piosenką jest... "Ona tańczy dla mnie" :)

Spišská Belá to takie "optyczne" miasto. Biorąc pod uwagę to, że to ojcowizna Petzvala.

Jakiś czas później lądujemy na parkingu w Tatrzańskiej Łomnicy, przerzucamy szpej i po naklejeniu fok ruszamy w górę koło drugiej w nocy. Mróz ku górze słabnie - to dobrze wróży. Tuż przed Łomnicką Przełęczą robi się jasno, stamtąd to już tylko krótkie przejście granią, tuż nad zaporami lawinowymi na Wielkiej Łomnickiej Baszty. Już na pierwszy rzut oka widać, że będą się dziać tańce na horyzoncie. Miraże fajna sprawa, ale nie z ostrością nie będzie najlepiej...

Świta... Za Czergowem wynurzyły się Bieszczady.

Połonina Wetlińska z Połoniną Caryńską.

Oraz Rawki i Grupa Tarnicy. Do czasu wzejścia słońca wszystko tańczy i zmienia formę. Wielką Rawkę dźwignęło najmocniej, robiąc z niej górę stołową.
No ale ciut bardziej na prawo od Bieszczad czają się najlepsze ujęcia...

Z dachem Bieszczad po lewej stronie kadru.
Teraz pora na najlepsze ujęcie z dzisiejszego poranka. Za "kikutami" po mioceńskich stratowulkanach w Górach Slańskich wyłoniła się Borżawa.
Niestety warstwa niskich chmur na Nizinie Panońskiej leżała dostatecznie wysoko bym nie uchwycił Gór Gutai. Biorąc pod uwagę fakt, że Bogota i Wielki Milicz w Górach Slańskich były już przykryte, to i tak miałem szczęście że udało się złapać Borżawę. No ale pozostało jeszcze parę rzeczy do sfotografowania...

No to do roboty... fot. Joanna Bajorek.

Makovica może kiedyś zagości na ramach DO jako, że z wierzchołka jest szansa na dość daleki strzał. Dzięki dobremu położeniu względem Doliny Cisy zrobiło się tam okienko na Pietrosula w Alpach Rodniańskich.

Tymczasem bezpośrednio na południu wyskoczył najwyższy szczyt Węgier. Refrakcja atmosferyczna zrobiła z niego piętrowy tort. Pychota!

Za Słowackimi Rudawami rozpościera się znaczne obniżenie, a za obniżeniem, już na Węgrzech wyłaniają się łagodne garby Gór Bukowych.

Ciężko tam o jakieś bardziej wybijające się kulminacje. Najwyższym punktem jest mierząca 960 m n.p.m. Szilvási-kő czyli po prostu Śliwkowa Skała.


Złapało się też nieco industrialu. Min. najwyższy przekaźnik na Słowacji.

Oraz kłębiące się obłoki nad Abowem.
Jeden z bardziej znanych punktów obserwacyjnych sam doczekał się dalekiej obserwacji...


Natomiast tak wyglądał wschodni horyzont już przy wysokim słońcu. Miej więcej w środku kadru znajdują się najdalsze szczyty z dzisiejszego wpisu.

Gdy słońce się wzniosło, to wzniósł się i pułap chmur. Po chwili wystawały już tylko Bieszczady i to ledwo, ledwo. My natomiast dopięliśmy klamry o poszusowaliśmy w dół....

... Prosto do Francuskiego Żlebu.




Jak to mówią: góra dała i góra zabrała. Niestety, ale roszada śniegowa za sprawą orkanu "Barbara" sprawiła, że gdzieniegdzie śniegu jest mniej, lub nawet jest wywiany do gołej skały. Trafiwszy kijkiem w taką śnieżną lukę, wbiłem grot aż między skały co spowodowało oczywiście wygięcie materiału przez dźwignię. W dół Francuskiego Żlebu zjechałem już z "szablą" w jednej ręce i normalnym kijem w drugiej garści.

Miejscówka: Wielka Łomnicka Baszta 2215 m n.p.m. (49.18639 N 20.21771  E)
Data polowania: 01.01.2017
Najdalszy strzał: Wielki Wierch - 228 km.
Oręż fotograficzny:  Pentax K-50 + Soligor 400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm