niedziela, 12 lutego 2017

TATRZAŃŚKA KUŹNIA DALEKOOBSERWACYJNA


Końcem stycznia nad Europą Środkową usadowił się spory wyż. Usadowił się na tyle mocno, że niemal przez półtorej tygodnia były warunki na dalekie obserwacji... Oraz na narty. Warunki były typowo inwersyjne, zatem sporo celów blisko horyzontu zostało zagrzebane pod warstwą gęstego powietrza. Czyli np. o Rumunii z Tatr raczej można było raczej zapomnieć... Niemniej pewnego dnia zobaczyłem, że pomiędzy Tatrami a Sudetami warstwa ta będzie albo nisko przy gruncie, albo zupełnie ją rozwieje. Pozostało tylko wydrapać się z nartami gdzieś do góry, więc padło na "Tatrzańską Hamernię", czyli zwieńczony charakterystycznym Kowadłem grzebień Kończystej...

Martwa skitura - czyli czas się pakować...

Z Wyżnych Hagów wyruszam koło północy, śnieg niestety jeśli się nie szreni to zamienia się w beton twardy niczym brzuch Chodakowskiej. Więc jeśli stoki nie rozmiękną na słońcu, to będę pewnie klął siarczyście siermiężną mową przez cały zjazd. No ale najpierw trzeba wyjść, a od wylotu żlebu w Dolinie Stwolskiej trzeba się obuć w raki, a narty wpiąć w plecak "na husarza" i zapodawać perpedesem. Na szczycie staję tuż przed wschodem i zaczynam seryjne strzelanie lusterkiem...

Najpierw obiektyw kieruje w "wiadome miejsce w wiadomym celu". Tak jak wspomniałem inwersja przeszkadza i to bardzo. Warstwa gęstego powietrza zalega zbyt wysoko i gięcie krzywą kontrastu nic nie daje. Vlădeasy nie będzie.


Zaczyna się... Za Górami Tokajsko-Slańskimi wystają czubki gór na Ukrainie.

Grupa Połoniny Równej.


Z czubkiem Ostrej Hory.

Na prawo od Szimonki wyszedł dach Borżawy.


Złowiłem też fragment Bieszczad. Kadr niemal identyczny z tym wykonanym w sylwestra. Liczby pod nazwami są tylko nieco większe.


Ledwo ledwo, ale Tarnica wyściubiła łba.
A to już "czucze" na południu. Czyli Tatra, Fatra i ...



...Matra.

Najwyższy szczyt jednego z wielu mioceńskich masywów wulkanicznych w Karpatach - Börzsöny.

A to już resztki innego stratowulkanu w Szczawnickich Wierchach.

Góry Bukowe w roli lądu po drugiej stronie cieśniny...


No ale po jakimś czasie bierze mnie na drzemkę. Zalegam w słońcu na blokach skalnych, a po drzemce trwającej kilkadziesiąt minut zaczynam kolejną serię. Tym razem głównie w kierunku zachodnim który został już dobrze oświetlony. W dole żlebu od Doliny Stwolskiej pojawiają się mobilne kropeczki. Jak się potem okaże, będą to dwaj słowaccy skiturowcy z Liptowskiego Mikułasza z którymi potem będę zjeżdżał.
Jeden z moich ulubionych tatrzańskich kadrów...
Rejon zakola Dunakanyar z czasem się odsłonił się jeszcze bardziej.

Mianowicie chodzi o zachodnie górki z grupy Börzsöny.

Oraz położone za Dunejem góry Pilis z najwyższym szczytem - Pilis-tető liczącym 756 m n.p.m. Który jest za razem najwyższym szczytem całego Średniogórza Zadunajskiego.



Tu z kolei trapez Veporu, a za nim południowy kraniec Cserhátu. Tuż za Naszály-em toczy swe spokojne wody Dunaj i do Budapesztu jest już niedaleko.

Zadziorny nochal na południowym skraju Małej Fatry. Po prawej kopci Rużomberok.


A to już "sięganie gdzie wzrok nie sięga". Z tym mickiewiczowskim akcentem przechodzimy w specyficzną działkę dalekich obserwacji. O ile sięganie za horyzont geometryczny nie jest niczym nowym, to skala tego sięgania bywa nieraz konkretna. Na zdjęciu widać odległy o 120 km grzbiet Magury w Strażowskich Wierchach.



Po przekadrowaniu widać, że zza tego grzbietu zaczyna wystawać Inoviec. Sęk w tym, że zaczyna być widoczny dopiero przy podniesieniu o 250 metrów.


Złapały się i "obłoki antropogeniczne" na skraju Śląska i Małopolski.

Zwieńczenie Beskidu Śląsko-Morawskiego plus najwyższy szczyt Ondrejnika po lewej.

A to już inna grupa BŚM po drugiej stronie Ostravicy.
Jednak najciekawsze kadry będą dziś z północnego-zachodu. Teraz ze zredukowanym cieniem Ziemi, zdjęcia powinny wyjść lepiej niż o samym wschodzie.



Oto Wysoki Jesionik w całej okazałości.


I w podsekcjach. Tu Masyw Pradziada.

Najdalszy strzał na dziś. Widnokrąg jest nieco rozmyty, ale po rozerwanym obrazie Orlika (na prawo od Medvediego Vrchu) widać jak wszystko tańczy i płynie.

Pozostaje jeszcze wyciągnąć swoje cielsko na Kowadło.

Miałem już się zbierać, gdy coś białego mignęło mi za Górami Tokajsko-Slańskimi. Ponownie wyciągam sprzęt i z tego co widzę, to Karpaty Ukraińskie mocno podniosło. O wiele mocniej niż o samym wschodzie z wyraźną deformacją klasycznego, inwersyjnego mirażu .

Tuż przed mirażem Riwnej nieśmiało wychyla się Vihorlat.


Natomiast rozwarstwienie powietrza pocięło Borżawę niczym Pascal fileta. Mimo takich miraży, nic więcej się nie pokazało po wschodniej stronie.

No ale w końcu przyszło się zebrać do zjazdu. Żleb jest dość stromy, ale przez większą część szeroki, dający spore pole do manewrowania. Liptowiacy rzekłszy na  odchodnym: výborná lyžovačka! Nie pomylili się ani trochę i nawet z dwoma rozwalonymi klamrami w butach (nie mogły sobie wybrać lepszej pory na pęknięcie) zjechałem z bananem na twarzy do samego auta.

...Dzikie węże. Czyli dzisiejsze czesanie rozmiękłego betonu.

Podsumowując wyjazd: poprawiłem swój rekord obserwacyjny z 228 km do dystansu 245 km i przekonałem się już w zasadzie kolejny raz (no raczej ugruntowałem w przekonaniu), że czatowanie na góry Rumunii nie ma najmniejszego sensu przy inwersji tego rodzaju (czyli przy większości warunków inwersyjnych). Teraz pozostaje tylko liczyć na to, że cyrkulacja mas powietrza nie odstawi jakiejś maniany i w niedługim czasie przybędzie jakiś wyż, najlepiej z wiaterkiem co przedmucha syf w niższych partiach atmosfery. Czekamy...

Miejscówka: Kończysta  2538 m n.p.m. (49.1572 N 20.11389  E)
Data polowania: 27.01.2017
Najdalszy strzał: Šerák - 245 km.
Oręż fotograficzny:  Pentax K-50 + Sigma 120-400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm

38 komentarzy:

  1. Kończysta - honorny szczyt o niezwykle małej trudności wejścia jak na szczyt powyżej 2500 m i chyba wymarzona miejscówka ze względu na zasięg aż po Rumunię, ahh nic tylko czekać, bylem - nie udało się. Zdjęcia bomba ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na jeden z większych fleuronów w kornie, to jest faktycznie bardzo łatwym celem do zdobycia (o ile nie wybieramy się od np. Drąga). Sprawa ma się nieco inaczej jeśli chcemy być na samym szczycie. Mam 1,82 m wzrostu i na maksymalnie wyciągniętych rękach nie sięgam do krawędzi której można się chwycić. Powiem lepiej: brakuje do tej krawędzi z 50 cm. Myślę, że reszta taternickiego świata ma ten sam problem, który rozwiązali poprzez wbicie spita do którego można zapiąć repik. Repika nie miałem, ale poradziłem sobie wykorzystując narzędzie widoczne na zdjęciu. Pozdrawiam Anonima!

      Usuń
    2. Niesamowicie się to ogląda. Wspaniałe zdjęcia! No i wyjście na szczyt Tatr przed wschodem to też godne podziwu, a co dopiero zjechanie z niego :D.

      Usuń
    3. Dzięki za uznanie. Widzę, że też chodzisz po górach i myślę, że też byś dał radę wyjść. W końcu gramoliłem się na szczyt przez 6 godzin, czyli dość wolno. Zjechanie z góry to już co prawda inna sprawa i jest to nieco trudniejsze niż na ratrakowanym stoku, ale do wyczynów prawdziwych wyjadaczy takich jak Miro i Rasto Peto to mi jeszcze dużo brakuje, a wręcz dzieli nas przepaść jeśli chodzi o umiejętności :)

      Usuń
  2. O ile wg Pana może podnieść się najwięcej szczyt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć ile może wynieść maksimum (bo fizyka, przynajmniej w teorii daje tu duże pole do popisu), ale udokumentowane są obserwacje z podniesieniem rzędu 400 metrów.

      Usuń
    2. Ok :) A jaka była Pana obserwacja gdzie najwięcej podniósł się szczyt?

      Usuń
    3. W zasadzie to miraże inwersyjne trafiały mi się nie raz. Jednak przeważnie nie mierzyłem podniesienia. Wychodzi na to, że zaobserwowanym rekordem jest widok Inovca w powyższym poście. Łatwo tu ustalić jak ugięcie światła wpłynęło na obraz.

      Usuń
    4. Dzięki :) Zawsze mnie zastanawiało przy jakiej najbliższej odległości może wystąpić podniesienie ?

      Usuń
    5. Tutaj główną rolę grają właściwości ośrodków w których rozchodzi się światło. Odległością się nie trzeba kwapić. Na stronie mam osdyłacz do galerii Gezeba. Można tam znaleźć fotografie Pogórza Strzyżowskiego i Beskidu Niskiego wykonane z Liwocza. Odległości są niewielkie, a miraże całkiem spore.

      Usuń
    6. Dzięki za odpowiedź :)

      Usuń
  3. Skoro z Tatr jest możliwa obserwacja na ponad 300 km to jest szansa na obserwację w Europie na 450 czy nawet ponad 500 km?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie wiem o obserwacji na takie dystanse. Wiadomo, że w Europie jest możliwość strzelania na ponad 400 km z kilku miejsc, a masyw Ecrins sfotografowany z Pirenejów to obecny rekord świata z dystansem 443 km. Czy będzie więcej to czas pokaże :)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :) Myślałem że nie będzie odpowiedzi :)

      Usuń
    3. Czasami trzeba troszku cierpliwości. Nie mam powodów do ignorancji, ale dialog tutaj to nie rozmowa w cztery oczy, a w życiu mam dużo więcej do roboty niż tylko prowadzenie bloga :)

      Usuń
  4. No tak :) Rozumiem

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile razy w roku można zobaczyć Vladeasę z Tatr?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj trudno oprzeć się na czymkolwiek, bo tego szczytu jeszcze nikt nie ustrzelił z Tatr. Warunki do uchwycenia takiej obserwacji są naprawdę trudne. Pomijam czas dostania się na szczyt kiedy już nadarzy się okazja, ale wymagane jest tu czyste powietrze nad Panonią. Bez inwersji przygniatającej powietrze niemal do gruntu, albo wiatru z dość suchym powietrzem nic się nie wskóra. Generalnie to nigdy nie da się ustalić ile razy dany szczyt będzie widoczny w roku. Dotyczy to wszystkich obserwacji. Mogę tylko przypuszczać, że Vladeasę widać parę razy w roku, tylko gorzej zsynchronizować to z obecnością obserwatora w odpowiednim miejscu.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź :) A Tatry z np. zamku w Chęcinach czyli około 185 km jak często mogą być widoczne?

      Usuń
    3. Prawdę mówiąc, to już odpowiedziałem na to pytanie w odpowiedzi powyżej. W związku z tym pozwolę sobie skopiować własny tekst: Generalnie to nie da się ustalić ile razy dany szczyt będzie widoczny w roku. Dotyczy to wszystkich obserwacji.

      Usuń
    4. A no tak nie zauważyłem proszę wybaczyć :)

      Usuń
    5. Ile razy próbował Pan zobaczyć Vladeasę z Tatr ?

      Usuń
    6. W sumie, to tylko dwa razy. Bo tylko dwa razy wyceniłem, że widoczność będzie na tyle dobra podczas mojego wolnego. No i dwa razy się przeliczyłem.

      Usuń
    7. To trzeba próbować :) Dla chcącego nic trudnego :)

      Usuń
  6. Zamierza Pan w najbliższym czasie jakiś wypad dalekoobserwacyjny :) ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli nadarzą się warunki, to generalnie zawsze staram się złapać okazję. Jest tylko mały szkopuł, takich wypadów nie da się zaplanować z jakimś większym wyprzedzeniem. Tak w miarę pewną ocenę sytuacji mogę mięć na dzień, góra dwa dni przed polowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy Pana zdaniem podniesienie horyzontu i tym samym szczytu jest częste czy też rzadkie? Bo wg mnie jest to rzadkość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Proszę o odpowiedź bo jestem ciekawy :)

      Usuń
    2. W porach kiedy występują warunki inwersyjne jest to raczej częste. Tak w ogóle, to łatwo dojść do wniosku, że wręcz nie istnieje coś takiego jak zupełny brak podniesienia horyzontu. Atmosfera zawsze będzie modyfikowała tor światła i dopóki nie zniknie, to obserwowany horyzont będzie zawsze przesunięty w stosunku do pozycji geometrycznej.

      Usuń
    3. Dzięki za odpowiedź :)

      Usuń
    4. Czy często spotyka się Pan z przypadkami że szczyt jest widoczny tylko po podniesieniu? Proszę o odpowiedź

      Usuń
    5. Niezbyt często, ale to nie jest rzetelny wyznacznik rzadkości takiego zjawiska. Po prostu nie bywałem w odpowiednim czasie w miejscach gdzie to możliwe.

      Usuń
    6. OK dziękuję

      Usuń
  9. Widział Pan kiedyś lub ma Pan zamiar zobaczyć z daleka Alpy?Bo chyba z Karpatów można zobaczyć Alpy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie widziałem. Jedyną osobą z kręgu polskich dalekich obserwatorów, która ma to na koncie to Robert z blogu Roweromaniak. Złapał Schneeberga z Beskidu Śląsko-Morawskiego. Oprócz tego Alpy widać z wielu szczytów na południowo-zachodnich krańcach Karpat.

      Usuń
  10. Witam Panie Macieju. Jako że Kończysta ,jak i zresztą cąłe Tatry bliskie memu sercu są a daleko spojrzeć też lubię nawiasem mówiąc, bardzo interesuje mnie kwestia Vladeasy ze Słowacji... mamy dobry widok z kamerki na Łomnicy i moje pytanie bardziej orientacyjne - gdzie celować żeby ja ustrzelić (tak na przyszłość)? Pozwole sobie przesłać Panu screenshot z kamerki z zaznaczonym miejscem i prosze o Pana opinie czy w dobre miejsce "patrzę" :) Pozdrawiam i gratuluję - blog niezwykle interesujący!

    Adrian Sobczyszyn.

    link:
    https://zapodaj.net/c7503569f3f97.jpg.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzeba patrzeć ciut bardziej w lewo. Widać tam takie "widełki" utworzone ze szczytów Pipitka i Osadnik. Celować należy na lewo od lewego rogu widełek (Osadnik). Niestety samej Vladeasy nie widać z Łomnicy bo chowa się za Kopasz-hegy, ale inne, również spore szczyty w G.Apuseni są oczywiście widoczne. Dodam też, że jeśli rozdzielczość będzie taka jak na zdjęciu, to raczej kiepsko będzie z rozpoznaniem czy w ogóle coś widać.

    Zamieszczam link z zaznaczonym obszarem obserwacji:

    https://zapodaj.net/5be799320fa22.jpg.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za wyjaśnienie i powodzenia w kolejnych polowaniach mnie niestety pogoda nie rozpieszcza dalekoobserwacyjnie, ale zawsze w lepszy dzień mogę chociaż nacieszyć oczy Jesenikami lub/i Tatrami.. jedyny plus blokowisk. Pozdrawiam

      Usuń