piątek, 7 kwietnia 2017

JEMIOŁOWA CZATOWNIA

Kolejny dzień wypadu geologicznego... Otwieram ciężkie jak ołów powieki już sporo po wschodzie słońca. Gdy do Siechnic w których bazowałem przyjechał Artur, to zaproponował by skoczyć jeszcze w jedno miejsce na obserwację. Co prawda dobre warunki już przegapiliśmy, ale była jeszcze jakaś szansa. Trzeba było tylko podjechać do sąsiednich Kotowic.

Sama wieża w Kotowicach to dość oryginalny pomysł. Jako, że zbudowano ją w miejscu które wydawać się mogło będzie kiepskim punktem obserwacyjnym. Bo w zasadzie najniższe punkty w dolinach z reguły nie służą jako dobre punkty obserwacyjne, ale w tym wypadku taka opcja spasowała idealnie, dając rozległe pole obserwacyjne na Sudety wybijające się na pięknym uskoku brzeżnym.

Dzisiejsze stanowisko fotograficzne - wieża w Kotowicach.
Położona w okolicy nadodrzańskich łęgów usianych jemiołowymi kępkami.
A właściwie to niezliczoną ilością jemiołowych kępek.

Przede wszystkim kieruję obiektyw na Karkonosze. Widok jest już kiepski, ale albedo pokrywy śnieżnej sprawia że mimo wszystko coś tam majaczy.


Tak samo sprawa ma się ze Śnieżnikiem Kłodzkim. Bez płatów śniegu nie byłby tak zaakcentowany w krajobrazie.




Ten sam kierunek na 200 mm


A to już widok odległy o niespełna pół setki kilometrów na jedną z najbardziej charakterystycznych polskich gór. Ten piękny kompleks ofiolitowy wygląda zgrabnie z każdej strony.

Na północnym-zachodzie sterczy modry Sky Tower.


Czas ruszać dalej, starą wyboistą drogą ciągnącą się pośród łęgów.



Pierwsza obserwacja z Dolnego Śląska na mym koncie wyszła generalnie słabo, ale to w końcu robota wykonana przy okazji. Nie czekając na i tak pogarszające się warunki pojechaliśmy dalej w Góry Bardzkie gdzie gmeraliśmy w fliszowych utworach karbonu i tłukliśmy sylurskie łupki w poszukiwaniu graptolitów. O czym z czasem będzie można poczytać u Artura na Georobaku i u mnie na Sekwencji Boumy.

Miejscówka: Kotowice 126 m n.p.m. + ok. 40 m. wieża (51.04147 N 17.23427 E)
Data polowania: 28.03.2017
Najdalszy strzał: Śnieżka - 110 km.
Oręż fotograficzny: Pentax K-50 + Sigma 120-400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm

czwartek, 23 marca 2017

MOŻE BY TAK PIERDZIELNĄĆ TO WSZYSTKO I SFOTOGRAFOWAĆ BIESZCZADY?


Czasem nie ma czasu by oblecieć w jakieś góry odległe, czy o utrudnionej logistyce dotarcia. Pewnym ersatzem na tego typu bolączki, jest zerknięcie na utęsknione rubieże z jakiegoś punktu obserwacyjnego. To rzecz jasna namiastka, ale czasem musi wystarczyć. Nie czekając na nic ładuję się do busa kierunek Kosarzyska ze starymi austriackimi nartami Hagan Alpin Tour. Proste to jak deski od płotu i sterowne jak drzwi od stodoły, ale mam sentyment do takiego szpeju-vintage.

Powoli foczę pod górę, ale nie samemu. Aż za Polanę Litawcową odprowadzi mnie lokalny znawca regionu.





Radziejowa z paryskim akcentem. Tzn. sądecka wieża Eiffla.
Na Radziejowej melduję się na długo przed zachodem. Poza psem nikogo dziś nie spotkałem na szlaku i z resztą nikogo już nie spotkam. Widoczność jest umiarkowanie dobra w zasadzie w każdym kierunku, jednak dziś skupię się tylko na południowym-wschodzie. Zanim jednak popstryka lusterko, to wpierw niech sobie pstryknie kapsel...

No i po chwili mamy szacowne Bieszczady, a konkretnie zwieńczenie Wielkiego Działu.
Plus Połonina Wetlińska wraz z Połoniną Caryńską.
Po prawej da się jeszcze dostrzec pozostałości po bardzo wulkanicznym okresie miocenu.









To bynajmniej nie jedyne efekty mioceńskiej działalności wulkanicznej w polu widzenia. Reszta resztek po stratowulkanach, leży nieco dalej na południe.

Czas powolutku leci. Im później tym słońce bardziej wyłania się zza altostratusa robiącego za parasolkę dyfuzyjną, ale cień Ziemi już pochłania cały wschodni widnokrąg. Fotografowało by się dłużej...

No ale trzeba zdzierać ślizgi póki jest  jeszcze w miarę jasno...



Gazowałem mocno, a do busa zostało sporo rezerwy czasowej. więc na Trześniowym Groniu robię sobie dłuższą przerwę, czekając aż Tatry się przyrumienią.









Miejscówka: Radziejowa 1266 m n.p.m. + ok. 25 m. wieża (49.449322 N 20.604166 E)
Data polowania: 15.02.2015
Najdalszy strzał: Kruhły Wierch - 149 km.
Oręż fotograficzny: Canon 550D + Sigma 70-300 mm

niedziela, 12 lutego 2017

TATRZAŃŚKA KUŹNIA DALEKOOBSERWACYJNA


Końcem stycznia nad Europą Środkową usadowił się spory wyż. Usadowił się na tyle mocno, że niemal przez półtorej tygodnia były warunki na dalekie obserwacji... Oraz na narty. Warunki były typowo inwersyjne, zatem sporo celów blisko horyzontu zostało zagrzebane pod warstwą gęstego powietrza. Czyli np. o Rumunii z Tatr raczej można było raczej zapomnieć... Niemniej pewnego dnia zobaczyłem, że pomiędzy Tatrami a Sudetami warstwa ta będzie albo nisko przy gruncie, albo zupełnie ją rozwieje. Pozostało tylko wydrapać się z nartami gdzieś do góry, więc padło na "Tatrzańską Hamernię", czyli zwieńczony charakterystycznym Kowadłem grzebień Kończystej...

Martwa skitura - czyli czas się pakować...

Z Wyżnych Hagów wyruszam koło północy, śnieg niestety jeśli się nie szreni to zamienia się w beton twardy niczym brzuch Chodakowskiej. Więc jeśli stoki nie rozmiękną na słońcu, to będę pewnie klął siarczyście siermiężną mową przez cały zjazd. No ale najpierw trzeba wyjść, a od wylotu żlebu w Dolinie Stwolskiej trzeba się obuć w raki, a narty wpiąć w plecak "na husarza" i zapodawać perpedesem. Na szczycie staję tuż przed wschodem i zaczynam seryjne strzelanie lusterkiem...

Najpierw obiektyw kieruje w "wiadome miejsce w wiadomym celu". Tak jak wspomniałem inwersja przeszkadza i to bardzo. Warstwa gęstego powietrza zalega zbyt wysoko i gięcie krzywą kontrastu nic nie daje. Vlădeasy nie będzie.


Zaczyna się... Za Górami Tokajsko-Slańskimi wystają czubki gór na Ukrainie.

Grupa Połoniny Równej.


Z czubkiem Ostrej Hory.

Na prawo od Szimonki wyszedł dach Borżawy.


Złowiłem też fragment Bieszczad. Kadr niemal identyczny z tym wykonanym w sylwestra. Liczby pod nazwami są tylko nieco większe.


Ledwo ledwo, ale Tarnica wyściubiła łba.
A to już "czucze" na południu. Czyli Tatra, Fatra i ...



...Matra.

Najwyższy szczyt jednego z wielu mioceńskich masywów wulkanicznych w Karpatach - Börzsöny.

A to już resztki innego stratowulkanu w Szczawnickich Wierchach.

Góry Bukowe w roli lądu po drugiej stronie cieśniny...


No ale po jakimś czasie bierze mnie na drzemkę. Zalegam w słońcu na blokach skalnych, a po drzemce trwającej kilkadziesiąt minut zaczynam kolejną serię. Tym razem głównie w kierunku zachodnim który został już dobrze oświetlony. W dole żlebu od Doliny Stwolskiej pojawiają się mobilne kropeczki. Jak się potem okaże, będą to dwaj słowaccy skiturowcy z Liptowskiego Mikułasza z którymi potem będę zjeżdżał.
Jeden z moich ulubionych tatrzańskich kadrów...
Rejon zakola Dunakanyar z czasem się odsłonił się jeszcze bardziej.

Mianowicie chodzi o zachodnie górki z grupy Börzsöny.

Oraz położone za Dunejem góry Pilis z najwyższym szczytem - Pilis-tető liczącym 756 m n.p.m. Który jest za razem najwyższym szczytem całego Średniogórza Zadunajskiego.



Tu z kolei trapez Veporu, a za nim południowy kraniec Cserhátu. Tuż za Naszály-em toczy swe spokojne wody Dunaj i do Budapesztu jest już niedaleko.

Zadziorny nochal na południowym skraju Małej Fatry. Po prawej kopci Rużomberok.


A to już "sięganie gdzie wzrok nie sięga". Z tym mickiewiczowskim akcentem przechodzimy w specyficzną działkę dalekich obserwacji. O ile sięganie za horyzont geometryczny nie jest niczym nowym, to skala tego sięgania bywa nieraz konkretna. Na zdjęciu widać odległy o 120 km grzbiet Magury w Strażowskich Wierchach.



Po przekadrowaniu widać, że zza tego grzbietu zaczyna wystawać Inoviec. Sęk w tym, że zaczyna być widoczny dopiero przy podniesieniu o 250 metrów.


Złapały się i "obłoki antropogeniczne" na skraju Śląska i Małopolski.

Zwieńczenie Beskidu Śląsko-Morawskiego plus najwyższy szczyt Ondrejnika po lewej.

A to już inna grupa BŚM po drugiej stronie Ostravicy.
Jednak najciekawsze kadry będą dziś z północnego-zachodu. Teraz ze zredukowanym cieniem Ziemi, zdjęcia powinny wyjść lepiej niż o samym wschodzie.



Oto Wysoki Jesionik w całej okazałości.


I w podsekcjach. Tu Masyw Pradziada.

Najdalszy strzał na dziś. Widnokrąg jest nieco rozmyty, ale po rozerwanym obrazie Orlika (na prawo od Medvediego Vrchu) widać jak wszystko tańczy i płynie.

Pozostaje jeszcze wyciągnąć swoje cielsko na Kowadło.

Miałem już się zbierać, gdy coś białego mignęło mi za Górami Tokajsko-Slańskimi. Ponownie wyciągam sprzęt i z tego co widzę, to Karpaty Ukraińskie mocno podniosło. O wiele mocniej niż o samym wschodzie z wyraźną deformacją klasycznego, inwersyjnego mirażu .

Tuż przed mirażem Riwnej nieśmiało wychyla się Vihorlat.


Natomiast rozwarstwienie powietrza pocięło Borżawę niczym Pascal fileta. Mimo takich miraży, nic więcej się nie pokazało po wschodniej stronie.

No ale w końcu przyszło się zebrać do zjazdu. Żleb jest dość stromy, ale przez większą część szeroki, dający spore pole do manewrowania. Liptowiacy rzekłszy na  odchodnym: výborná lyžovačka! Nie pomylili się ani trochę i nawet z dwoma rozwalonymi klamrami w butach (nie mogły sobie wybrać lepszej pory na pęknięcie) zjechałem z bananem na twarzy do samego auta.

...Dzikie węże. Czyli dzisiejsze czesanie rozmiękłego betonu.

Podsumowując wyjazd: poprawiłem swój rekord obserwacyjny z 228 km do dystansu 245 km i przekonałem się już w zasadzie kolejny raz (no raczej ugruntowałem w przekonaniu), że czatowanie na góry Rumunii nie ma najmniejszego sensu przy inwersji tego rodzaju (czyli przy większości warunków inwersyjnych). Teraz pozostaje tylko liczyć na to, że cyrkulacja mas powietrza nie odstawi jakiejś maniany i w niedługim czasie przybędzie jakiś wyż, najlepiej z wiaterkiem co przedmucha syf w niższych partiach atmosfery. Czekamy...

Miejscówka: Kończysta  2538 m n.p.m. (49.1572 N 20.11389  E)
Data polowania: 27.01.2017
Najdalszy strzał: Šerák - 245 km.
Oręż fotograficzny:  Pentax K-50 + Sigma 120-400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm

środa, 1 lutego 2017

NARTY NA POŁONINIE


Trafił się wolny weekend i spora ilość śniegu w Bieszczadach, poskutkowało to rzecz jasna szybkim zebraniem ludzi i wyjazdem na dwa dni. Oczywiście poza nartami miałem nadzieję na jakieś dalsze strzały. Pierwszy dzień na Hyrlatej przyniósł sporo świetnych zjazdów, ale nie przyniósł żadnych widoków. Za to drugiego dnia na Połoninie Wetlińskiej wszystko się wyrównało i to z nawiązką. Górny pułap chmur był dużo niższy niż zapowiadany, a dobra widoczność utrzymywała się przez cały dzień.

Najpierw trzeba zainwestować w energie potencjalną...


By np. focić z dobrego punktu. (fot. Joanna Bajorek).

By np. podziwiać takie widoki. Tu Tatry na 230 mm

Oraz ten sam landszaft na 400 mm.



Najdalszy strzał na dziś. W luce utworzonej przez Przełęcz Pod Kopą znalazł się fragment Tatr Polskich.
Tymczasem na południowym-wschodzie...

Piętrzy się południowy fragment Gorganów - konkretnie rejon Synewiru.



Oraz Połonina Krasna z masą bezimiennych (najprawdopodobniej) szczytów.

Na wschodzie piętrzą się Beskidy Skolskie z najbardziej znaną w tamtym rejonie łysą kopą...

A to już najwyższa góra między dolinami Oporu i Mizuńki. No ale pora jeszcze pośmigać na nartach.
Więc jeszcze tylko krótka gadka...
I ciśniemy w dół.
Zjazdy zaliczyliśmy w sumie trzy, z czego dwa na Przełęcz Wyżnią i jeden do Berehów Górnych. Śnieg na samej połoninie nie rozpieszczał - szreń łamliwa z "kalafiorami" nigdy nie rozpieszcza, ale niżej dało się pociągnąć kilka dobrych linii. Przed ostatnim zjazdem jeszcze raz rozstawiam długą lufę i ściągam kilka kadrów.

Robi się ciepło... Przynajmniej barwowo.

Połonina Krasna w wieczornej odsłonie. Cały grzbiet nieco podniosło.
Tu można sobie porównać jak różnie może wyglądać ten sam szczyt w ciągu jednego dnia. Podniesienie wyniosło ok. 50 metrów.
Natomiast na południe od Tatr wyrósł kiosk łodzi podwodnej. Powietrze mocno faluje i miraż szybko zniekształca górę.
Do tego stopnia, że jej górna cześć zaczyna lewitować w przestworzach...
Porównanie obrazów. Wyraźnie widać jak może zmienić się obraz góry w przeciągu kilku sekund (odstęp pomiędzy zdjęciami jest mniejszy niż minuta).
Na koniec idą jeszcze Tatry w wieczornej odsłonie i pora ostatni raz śmignąć między buki...

Miejscówka: Hasiakowa Skała 1228 m n.p.m. (49.15813 N 22.55146  E)
Data polowania: 22.01.2017
Najdalszy strzał: Waksmundzki Wierch - 182 km.
Oręż fotograficzny:  Pentax K-50 + Sigma 120-400 mm / + Pentax SMC-DAL 50-200 mm